26
kwietnia 2006
|
|
 |
Poświąteczne Arco Konrada Ociepki i Pawła Wojtasa |
 |
- Halo?
- No witam, "Młody" [Paweł Wojtas] po tej stronie, jedziesz do Arco?
- Yyy... ale kiedy?
- No dzisiaj, gdzieś tak za półtorej godziny.
- Yyyyy....
- Stary, nie ma się co zastanawiać, tydzień w skałach, na miejscu opłacony pensjon, bez kitu, nie ma się co zastanawiać...
- No dobra, ale... co... z tym... Masz rację, nie ma się co zastanawiać.
Wyruszyliśmy w niedzielę, grubo po północy, by koło siedemnastej następnego dnia znaleźć się na miejscu. Zajęliśmy apartament w "Residence Monica", położonej dwie minuty od Gardy i popijając niedrogie winko przeglądaliśmy przewodnik, marząc o pierwszym, tegorocznym wspinie w żółtym wapieniu. Mając niewiele czasu na rozwspin, nastawiliśmy się niezwłocznie na rotpunktowe wspinanie na ostatnim sektorze w Massone.

Rozgrzewka w Massone - Konrad Ociepka (fot. Sprocket)
Na początku muszę wspomnieć o drodze, która wyciskając z nas do dna wspinaczkowy zapał, zapadła nam głęboko w pamięć. Mowa o rozgrzewkowym 6c, które przypomniało panelowcom wyrwanym z zimowego snu, że skały, to nie to samo co przewis na Koronie, czy reni-sportowy art rocher. Na drodze spotkało nas dokładnie to samo - nie dający zredukować się ból w kaczkach i walka z nim do ostatnich metrów. Czując strach przed trudniejszymi, sąsiadującymi z nią drogami, odzyskaliśmy spokój dopiero po powtórzeniu dwóch 7a.
Po tej wyczerpującej rozgrzewce udaliśmy się do docelowego miejsca, czyli chłodnej, zacienionej nory. Pierwsze przystawki do 8b+ (Halebopp) przypominają nam, że wspinanie RP zapewnia większy spokój psychiczny. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że wspinanie z Pawłem dawało wiele satysfakcji, ale nie było łatwe. Dwukrotnie wbijając się jako pierwszy w nieznaną linię postąpił tak samo. Na Haleboppie doszedł do trudnego miejsca i mocnym uderzeniem podciął mój zapał i nadzieję, mówiąc niewyraźnie coś o fatalnych wyjeżdżających brzytewkach i uciekających stopniach, po czym zjechał kręcąc z niezadowoleniem głową. Walcząc o przywrócenie nadziei we wspinaczkową moc, wisiałem próbując wymyślić najłatwiejszy sposób przejścia mocno wywieszonego boulderu.

Paweł Wojtas "Młody" na 6c+ w Massone (fot. Sprocket)
Odzyskałem spokój ducha dostrzegając, że stopnie na których staję tkwią spokojnie w miejscu ani myśląc o ucieczce. Fatalne brzytewki, przy odpowiednim ustawieniu ciała przestawały wyjeżdżać, a najlepszym posunięciem było ominięcie części z nich. Paweł przyglądał się z zaciekawieniem moim próbom, po czym wbił się w drogę raz jeszcze, by wzorowo dopracować patenty. Mimo wyraźnych postępów w patentowaniu Paweł nie dawał za wygraną - mruczał coś o zimie przewspinanej na hali, o braku siły, wytrzymałości i niewystarczającym czasie spędzonym z żelazem na drągu.
Te delikatne narzekania okazały się kompletną bzdurą i "Młody" udowodnił to w wielkim stylu, pokonując Haleboppa trzeciego dnia prób z zapasem i wyjątkowym spokojem. Ja już pierwszego dnia dałem za wygraną nie widząc siłowych perspektyw na pokonanie tejże drogi. Następnego dnia wbiłem się w drogę o bardziej wytrzymałościowym charakterze (Troppo Schwar 8b), która przypadła mi do gustu i wciągnąłem ją po leniwym reście. Sukcesy przypadły na ten sam dzień i następnie, zgodnie wybierając wspaniałą linię Maratony 8b poczęliśmy się na niej zajeżdżać. Tu ponownie Paweł jako pierwszy wbija się w drogę, dochodzi do trudnego miejsca, po czym nie strasząc już więcej niewyjaśnialnymi zjawiskami zjeżdża i mówi wprost: "Konradek...idź tam rozkmiń co dalej". Droga okazała się równie piękna z dołu jak i z góry, jednak braki wytrzymałościowe nie pozwoliły nam na jej pokonanie.
Ostatni dzień wspinaczkowy, to zdecydowanie najprzyjemniejszy czas wyjazdu - 9 rano, 300 metrowa ściana przed nami i kilkanaście pięknych wyciągów (najtrudniejszy z nich - 7a+). O 15 w radosnych podskokach zbiegaliśmy z góry w stronę miasteczka. Na ryneczku postaliśmy chwilę ciekawie się rozglądając, po czym zastanawiając się chwilę nad zakupem piwa lub lodów, ostatecznie wybraliśmy to drugie.
Druga część ekipy, czyli Monika ze Sprocketem spędzali czas odmiennie od nas. Nie siedząc jak my w jednym miejscu postawili na chęć zobaczenia jak największej ilości wspinaczkowych możliwości okolic Arco. Czas upływał im równie radośnie na zwiedzaniu, wspinaniu, błądzeniu i podziwianiu pięknych widoków.
Podróż powrotna upłynęła wyjątkowo przyjemnie. Z zaciekawieniem wsłuchiwaliśmy się w opowieści Sprocketa, który przybliżał nam polską, wspinaczkową przeszłość. Grymasy radości i zdumienia na zmianę wstępowały na twarze słuchaczy za sprawą historii nazw dróg w ukochanej Mamusi, czy startów Szaleńca i innych zawodników w westowych zawodach. Sprocket pokazał niezły zapas wciągając powrotną drogę bez bloków, jedynie z krótkimi przerwami na odpoczynek. A w tym samym czasie wychudzony Mrazek leniwie przemknął pod ścianami Massone.
Szczególne podziękowania dla Miksera i Renaty.
|
 |
Konrad Ociepka |
 |
|
|
 |
 |
| Komentarze: |
|
 |
 |
Brak komentarzy |
 |
|
|
 |
 |
 |
|
|
|
|
|
|
Archiwum: |
|
2010:
09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2009:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2008:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2007:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2006:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2005:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2004:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2003:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2002:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2001:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2000:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
1999:
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06
|
|
|
Zawody: |
 |
|
2009,
2008,
2007,
2006,
2005,
2004,
2003,
2002,
2001,
2000,
1999
|
 |
|
 |
Wersja RSS
|
 |
|