- Lionheart (6b+, 350m) - super linia,
- Inshallah Factor (6c, 450m) z niezapomnianym 6c bez asekuracji i kosmicznymi kominami pod koniec,
- Raid mit Camel (7a, 450m) - pierwszego dnia po południu, więc tylko 5 pierwszych i najtrudniejszych wyciągów OS (spity daleko, trzeba dokładać sporo camów, ale to chyba najlepsza droga na Jebel Rum),
- Merlina (6b, 150m) w kanionie Barrah - reklamowaną przesadnie, jako Supercrack Jordanii - dość angażujący wspin nie tylko w rysie - fajne.

David na ukrytych kominach "Insallaha" - wspin pięciogwiazdkowy
(fot. Eliza Kubarska/verticalvision.pl)
Pod koniec kwietnia przeszliśmy sławną drogę Francuzów, Guerre Sainte (7b, 350 m) nazywaną też Jihad. Niestety spadłem z urwanymi chwytami na 7b, choć Eliza swoje 7b przeszła OS. Wypaliło nas na niej słońce. Koniec kwietnia to jednak już trochę późno na wspinanie na południowej ścianie. W połowie wysokości udało nam się znaleźć małą półeczkę, gdzie przespaliśmy w cieniu 3 godziny, ale nawet w cieniu było ok. 30°, więc nie poprawiliśmy stylu. Co nie zmienia faktu, że droga zacna i chyba najlepiej ubezpieczona ze wszystkiego, na czym się tam wspinaliśmy.

Poranne podejście pod ścianę Nassrani (fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)

Na półeczce w środku 350-metrowej "Świętej wojny" szukamy cienia,
wspin w słońcu jest niemożliwy
(fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)

Eliza blisko topu Nassrani po ostatnim wyciągu 7b na "Świętej wojnie"
(fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)
Eliza
Większość dróg w Wadi Rum to wspinanie po rysach, zacięciach i kominach. Oczywiście na własnej asekuracji, czasem z koniecznością zakładania własnych stanowisk. Ciągle żartowaliśmy, że jest to dla nas trening do naszej następnej wyprawy - na Trango Tower (już w sierpniu).

David z podstawą asekuracji - camalot 6 często nie wystarcza
(fot. Eliza Kubarska/verticalvision.pl)
Paradoksalnie nie mieliśmy specjalnych problemów z większością wyciągów od 7a w górę, a prawdziwe wrażenie zrobiły na nas tamtejsze piąteczki i szóstki - rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż wynikałoby z przewodnika.
Po 2 tygodniach pobytu, w jednej z bocznych odnóg kanionu Barrah, kilkanaście km w głąb pustyni, wypatrzyliśmy linię nowej drogi. Zaczęła się prawdziwa pustynna przygoda. Jeepy, dziesiątki litrów wody w bukłakach, burza piaskowa, zasięg komórki tylko na najwyższej wydmie ;-)
Ze względu na charakter piaskowca Wadi Rum (skała w rysach jest dobra, ale małe chwyty na płytach często pękają) zdecydowaliśmy się sprawdzić ciągłość potencjalnych sekwencji ze zjazdu.
Żeby dostać się na szczyt wypatrzonej linii, poprowadziliśmy nową drogę systemem rys na własnej asekuracji. Poza kilkoma przewierconymi pod kevlar kolumnami nie zostawiliśmy na niej żadnych śladów. Nazwaliśmy ją Abu Ali (6b max, 130 m) na cześć naszego beduińskiego gospodarza Eida Atieeg (mieszkaliśmy z jego rodziną, 2 żonami i 10 dzieci)

Nasz gospodarz, szofer i władca wioski - Eid Atieeg (fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)
David
Nasz główny cel ubezpieczyliśmy spitami oraz hakami i poprowadziliśmy. Wszystko w ciągu 5 dni. Po raz pierwszy obijałem drogę wielowyciągową ze zjazdu - co w tym przypadku wydaje się jedyną słuszną decyzją. Nie chodziło przecież tylko o to, żeby przejść drogę dla siebie, ale skoro już osadzamy spity, to ma to być linia sensowna dla powtarzających. Przejście tej ściany od dołu na pewno wprowadziłoby nas na "miny" typu skała bez chwytów, zbyt krucha sekwencja. Choć miałem sporo rozterek podczas wyszukiwania przejścia przez tą ścianę myślę, że powstała ciekawa linia - sportowa, alternatywa dla typowych wspinaczek Barrah.

David na najlepszej skale Barrah (fot. Eliza Kubarska/verticalvision.pl)
Niestety zabrakło nam kilku spitów. Na samym początku wyjazdu, nieopacznie sprezentowałem 3, jak się później okazało kluczowe spity Mziedowi Atieeg, znajomemu Beduinowi. Pomagaliśmy mu w przygotowywaniu "campementu" dla turystów na pustyni. Następnym razem będzie więc trzeba wrócić na drogę i zastąpić kilka wydłużonych pętli spitami.
Nowa droga nazywa sie Kicia (The Wadi Cat) - 7c max, 130 m. To 6-wyciągowa wspinaczka systemem małych przewieszek.

Topo "Kici" w Barrah Canyon, Wadi Rum

Eliza na początku szóstego wyciągu 7a+ "Kici" - delikatny pasaż po krawądkach
(fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)

David na drugim wyciągu "Kici" (fot. Eliza Kubarska/verticalvision.pl)
Dlaczego akurat Kicia i o tym, co robiła Eliza, gdy czyściłem i obijałem drogę będziecie mogli przeczytać w jednym z następnych numerów Gór. Poza tym będzie o życiu z Beduinami, rajdach na wielbłądach, ukąszeniu skorpiona i wspinaczce po ruchomych piaskach ;-)

Typowa herbatka podczas objazdu na pustyni (fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)
Podsumowując należy podkreślić, że mimo moich narzekań na kruszyznę, Wadi Rum jest rejonem światowej klasy, a to ze względu na powagę dróg, ich wielkość i oryginalny charakter. To miejsce po prostu trzeba odwiedzić.
Na kolana powaliła nas też pełna tłumu turystów Petra. Abstrahując od zabytków - czyli setek domów, willi, świątyń i grobowców wykutych w kilku kanionach - tak kolorowych skał nie widziałem nigdzie ani na własne oczy, ani na fotach.

Typowe kolory Petry (fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)
Jak zwykle staraliśmy się z Elizą pokazać to w reportażach, więc pracując nad zdjęciami zostaliśmy w Petrze przez 3 dni. W wykutych przed naszą erą komnatach nieoficjalnie żyją wciąż całe rodziny Beduinów. Ktokolwiek uważa, że Petra jest przereklamowana, a słyszałem takie głosy, albo jej nie obejrzał (ogarnął) albo nie zrozumiał, co działo się tu na początku ery. To, jak Nabatejczycy zaadaptowali wielkie ściany zmieniając je w "pałace", po prostu przerasta najśmielsze wyobrażenia.

Petra - magia pradawnego miasta (fot. David Kaszlikowski/verticalvision.pl)
***
Sponsorzy główni wyprawy:




Sponsorzy sprzętowi:




Dodatkowe podziękowania dla Turkish Airlines.
***
Eliza Kubarska i David Kaszlikowski są tegorocznymi laureatami Brytana w kategorii: Wspinaczka wielkościanowa i eksploracyjna.
Zobacz: BRYTANY 2007 - wspinaczka wielkościanowa i eksploracyjna.