|
Ruszamy w wyprawę po świecie wypraw. Zawsze jest jakiś początek. Rodzi się pomysł, tworzą się plany, pomału krystalizuje się obraz. Po jakimś czasie mamy już całkiem konkretny kształt i czekamy na efekty. Zastanawiałem się, od czego zacząć i postanowiłem pierwsze eksperckie wypowiedzi utrzymać w konwencji wyprawowej. Czyli jedziemy od podstaw.
***
Wspinanie wielowyciągowe, wielkościanowe, górskie czy jakkolwiek inaczej chcielibyśmy je nazwać, swój początek ma najczęściej we wspinaniu sportowym. Zaczynamy od 2, 5, 10, 25, 50 metrów i nagle orientujemy się, że chcemy czegoś więcej - chcemy wyżej, dalej, dłużej. Pojawiają się pytania, od czego zacząć? Czy należy coś zmienić w treningu? Co będzie się bardziej liczyło, siła czy wytrzymałość? Jak powinienem/powinnam uzupełnić sprzęt? I w końcu, gdzie zacząć? Tych pytań jest z pewnością dużo, dużo więcej, ale wystartujmy najpierw z kilkoma, które wydawały mi się najodpowiedniejsze na początek.
Niemniej pamiętajcie o tym, że są to tylko rady. Nie oznaczają one, że każdy powinien postępować w taki sam sposób w każdej sytuacji. Tak naprawdę wiedza wspinacza rodzi się z doświadczenia i niestety często uczymy się na błędach. Klucz w tym, żeby nie kosztowały nas one zbyt wiele, i żeby ich unikać, kiedy tylko się da. Wspinanie jest sportem niebezpiecznym i sami bierzemy odpowiedzialność za swoje działania. Jeżeli planujecie zabrać się za coś więcej niż tylko wspinanie sportowe, musicie być tego świadomi. W skałkach zagrożenia wiążą się głównie z upadkiem na ziemię. W górach tych niebezpieczeństw jest o wiele więcej. Zaczynając od pogody, a kończąc na wysokości. I jak się domyślacie, na większość z nich nie mamy wpływu.
Tak więc moje rady są jedynie formą podpowiedzi, którą musicie dostosować do określonych sytuacji w górach. Musicie przy tym pamiętać, żeby zawsze dbać o własne cztery litery. Zapraszam do lektury i czekam na wszelkie komentarze!

Adam Pustelnik - Pakistan 2007
Jeżeli wspinasz się sportowo na drogach jednowyciągowych to już mamy początek. Z pewnością warto określić, czy chcesz się wspinać na drogach ubezpieczonych, czy na własnej asekuracji, a może na takich i takich. Wspinanie sportowe wymaga od nas raczej dość wąskich umiejętności w kwestii obsługi sprzętu wspinaczkowego. Tymczasem wspinanie wielowyciągowe, zwłaszcza na własnej asekuracji, wymaga już znacznie większego zaplecza. Dlatego na początek stawiałbym na "wykształcenie". Niezależnie, czy to będzie kurs wspinaczkowy przygotowujący do wspinaczki na drogach ubezpieczonych i na własnej asekuracji, czy będą to partnerskie wspinaczki z doświadczonymi osobami, które zechcą nam w ramach kumpelskich relacji przekazać swoją wiedzę - uważam, że konieczne jest zdobycie takich umiejętności.
Nie chcę umniejszać w żaden sposób rangi wspinania sportowego. Są to przecież moje korzenie i bardzo chętnie do nich wracam. Gleba to gleba. Jak to się mówi - nie wybacza ;-) Każdy z nas wie, że krzywdę można sobie zrobić spadając nawet z dwóch metrów. A jednak, często panuje przekonanie, że wspinanie sportowe w skałkach w jakiś sposób nas ogranicza. Wydawałoby się, że musimy opanować jedynie podstawowe czynności: jak założyć i bezpiecznie zapiąć uprząż, jak się związać, jak wpinać się do ekspresów, i co zrobić, jak dojdziemy do zjazdowego. I hulaj dusza, piekła nie ma, możemy łoić. Nic bardziej mylnego! Wielokrotnie podczas wyjazdów szkoleniowych, czy też wypadów prywatnych zdarzało mi się obserwować w naszych skałach akcje mrożące krew w żyłach. Braki w wiedzy, umiejętnościach, obsłudze sprzętu i zaniedbania. Tymczasem to właśnie w skałach poznajemy podstawy, które są niezbędne, aby potem wystartować w górach, na większych ścianach - nawet, jeśli miałyby być to tylko drogi o charakterze sportowym.
Moja pierwsza, a może i najmądrzejsza rada - kształćcie się!
Naszym poziomem wyjściowym jest wspinaczka skalna (i ta pod dachem). Nie chciałbym być źle zrozumiany, ale z punktu widzenia wspinaczki na dużych ścianach, panel stanowi jedynie przyrząd treningowy. O tym, jak go używać i jak robić to tak, aby trening sprawiał nam przyjemność, zajmiemy się później.
Jaka jest podstawowa różnica pomiędzy wspinaniem sportowym a wielowyciągowym? Wysokość. Tam, gdzie w skałkach kończy się wspinanie, tam w ścianach dopiero zaczyna się fun. Wysokość może nas paraliżować. Może też stać się czymś naturalnym, podobnie jak dla rajdowca prędkość. W końcu może nas również mobilizować do działania. Pamiętam, że kiedy zaczynałem wspinać się w Dolomitach razem z moim bratem Pawłem, próbowaliśmy zasięgnąć rady u bardziej doświadczonych kolegów, poniekąd znanych z bardzo szybkich przejść. Wskazówka, którą otrzymaliśmy nie była zbyt przydatna, ale dawała sporo do myślenia. Zamiast praktycznych porad o szybkich zmianach na prowadzeniu itp., dowiedzieliśmy się, że od jakiegoś dwusetnego metra bali się na tyle mocno, że czym prędzej próbowali kończyć drogi. Można i tak. Pamiętacie pewnie Wasz pierwszy lot i to, jaka była różnica między przejściem drogi na wędkę, a jej poprowadzeniem. Podobne sytuacja wygląda w kwestii lotów na piątym, a sto piątym metrze. Trzeba będzie się do tego po prostu przyzwyczaić.

Adam na "Pancake Flake" 5.10a - 23 wyciąg "The Nose" (Yosemite)
(fot. Paweł Pustelnik)
Moim zdaniem nie możemy zacząć myśleć o wspinaniu wielowyciągowym bez kursu wpinania na własnej asekuracji. Bez "tradu" nie da rady :-) Dlaczego? Ponieważ dróg wielowyciągowych, na których nie trzeba dodawać własnej asekuracji, jest po prostu bardzo mało. Wspinanie na drogach wielowyciągowych to wspinanie w górach i trzeba umieć sobie radzić ze sprzętem o wiele lepiej niż w skałkach. Nawet drogi w pełni ubezpieczone, takie jak w Verdon, czy w La Jonte, kiedy podchodzi się pod nie po raz pierwszy, budzą respekt. Poniekąd związane są z tym rytuały wypróżnienia przed wejściem w ścianę :-) Według jednych wykonywane są one w celu większego komfortu wspinania, a według innych spowodowane są "magicznym" oddziaływaniem" góry. Większe ściany wymagają większych umiejętności i czy chcemy tego czy nie, nasz organizm dobrze o tym wie.
Co nam daje umiejętność wspinania na własnej asekuracji? Po pierwsze umożliwia nam wspinanie w wielu miejscach. Nie jest sztuką wspinać się po trudnych drogach. Sztuką jest robić to bezpiecznie. Kiedy na ścianie brakuje plakietki albo sta(r)łego haczora, to kosteczka, mechanik albo cienki kewlarek przychodzą nam z pomocą. Wraz z nauką - jak, gdzie, kiedy zakładać własne punkty asekuracyjne, jak łączyć je by były odpowiednio wytrzymałe itp. -przychodzi niezwykle ważne i bardzo pożądane zaufanie do sprzętu i do siebie samego. Jedną rzeczą jest wierzyć, że przelot jest dobrze założony, inną natomiast zaufać mu na tyle, żeby na stanowisku z dwóch friendów holować wór i jednocześnie podchodzić do góry po linie.
Na zakończenie. Wspinanie wielowyciągowe (górskie) to przede wszystkim wspinanie ewidentnymi formacjami skalnymi - kominami, rysami, zacięciami. Nie zawsze skałą, po której się poruszamy, jest wapień - tym bardziej nie nasz ukochany, jurajski. Żeby nie zdziwić się, kiedy na szóstkowym wyciągu (na którym mieliśmy się rozgrzać) od trudnych klinów albo stawania w ciągłym rozkroku zaczynamy się czuć diabelsko zmęczeni, proponuję podróż po różnych rejonach skalnych. Nie tylko tych wapiennych. To, że Polska nie jest wspinaczkowym Eldorado, wiedzą chyba wszyscy. Ale mamy przecież również Sokoliki, Hejszowinę, Prządki. Mamy Tatry, w których naprawdę wiele można się nauczyć. Warto odwiedzać różne miejsca i zdobywać doświadczenie w różnych rejonach. Doświadczanie czegoś nowego w tym bądź co bądź dość skomplikowanym sporcie potrafi przynieść wiele satysfakcji. Stąd też zachęcam was do eksploracji i nauki wspinania.
Do zobaczenia w skałach!

Na 6. wyciągu "Gold Wall", przez komin w dachu (Yosemite)
(fot. Paweł Pustelnik)
Pytania prosimy kierować na adres redakcja@wspinanie.pl. Na najciekawsze z nich Adam odpowie w kolejnych artykułach.
|